Moja wersja Inspira Cowl zrobiona z Alize cashmira dwóch motków jeden szary a drugi cieniowany, wełenka 100%, długość 100g/300m, zalecane druty 4,5 - 5,00 mm. Ja dziergałam na 5. Nabrałam około 220 oczek, później ujmowałam po około 10, dla uzyskania porzadanego kształtu i długości. Zakończyłam warkoczem łotewskim. Robiło się miło i dosyć szybko chociaż miałam małe przerwy. Robiona na prezent dla Agaty. Następna będzie dla mojej siostry tylko kolory bardziej energetyczne. A teraz fotka na ludziu - czyli na mnie :)
sobota, 18 października 2014
czwartek, 25 września 2014
"Angora" a angora
Jak można różnie zrozumieć słowa?
Mąż mówi: Kupiłem "Angorę"........
A ja myślę: Po co ci angora, co on z tą włóczką będzie robił, może dla mnie taka niespodzianka?
........przeczytałem, że ....i okazuje się co miał na myśli :)
Mąż mówi: Kupiłem "Angorę"........
A ja myślę: Po co ci angora, co on z tą włóczką będzie robił, może dla mnie taka niespodzianka?
........przeczytałem, że ....i okazuje się co miał na myśli :)
niedziela, 14 września 2014
Szydełko plus widelce :)
Jeżeli któraś z was ma dzieciaki w wieku przedszkolnym lub szkolnym, wcześniej czy później spotkacie się z szaleństwem bransoletek plecionych z kolorowych gumek Loom Bands. Niezła sprawa, sama teraz sobie siedzę i wyszukuje różne filmiki na tu tube jak zrobić taką, siaka czy owaka bransoletkę lub tez pierścionek.
A dlaczego taki tytuł? Do plecenia tych gumek potrzebne jest szydełko i widelce, tak tak dobrze przeczytaliście widelce. Koszt gumek niewielki jak kupiłam jedno opakowanie w cenie dwa złote. W zestawie są gumki, haczyki, i plastikowe szydełko - osobiście używam własnego :).
A to Madzia z nowym pierścionkiem.
A dlaczego taki tytuł? Do plecenia tych gumek potrzebne jest szydełko i widelce, tak tak dobrze przeczytaliście widelce. Koszt gumek niewielki jak kupiłam jedno opakowanie w cenie dwa złote. W zestawie są gumki, haczyki, i plastikowe szydełko - osobiście używam własnego :).
A to Madzia z nowym pierścionkiem.
niedziela, 7 września 2014
Kiedy znajdę na to czas
Jestem aktualnie wypruta z resztek sił, dzisiaj była impreza urodzinowa synka, wczoraj robiłam tort czekoladowy - nota bene wyszedł pycha. A do tego miałam mnóstwo papierkowej roboty, i padam na twarz. Młoda daje popalić, wypala ostatki mojej cierpliwości......... po prostu nie daję z nią rady. Zwykle tak właśnie jest kiedy ja mam coś pilnego do zrobienia, zaczyna się kotłować - wiem że tak nie powinno być ale to tylko życie.
Dość marudzenia, jutro będzie nowy, lepszy dzień.
Dość marudzenia, jutro będzie nowy, lepszy dzień.
sobota, 16 sierpnia 2014
Expresem
W ostatnim czasie jestem strasznie zalatana, za sprawą przetworów. Oraz tego ze wybieram się na urlop. w sumie pisząc ten post już na nim jestem. Więc może teraz coś sensownego opublikuję.
W wielkim skrócie pisze tylko że powstały soki malinowe, papryka, sałatka z kapustą i ogórkami.
Oraz zaczynam dłubać ocieplacz Inspira Cowl, ale to w następnym poście :)
W wielkim skrócie pisze tylko że powstały soki malinowe, papryka, sałatka z kapustą i ogórkami.
Oraz zaczynam dłubać ocieplacz Inspira Cowl, ale to w następnym poście :)
niedziela, 3 sierpnia 2014
Jak usunąć plamę z pisaka - mazaka z ubrań
Dzisiaj post strikte praktyczny. Jako pełno etatowa żona i matka, rodzinka zapewnia mi czasem wyzwania godne Perfekcyjnej Pani Domu. Choć sposób nie zaczerpnięty od Perfekcyjnej to jak widać skuteczny.
Do rzeczy.
Przychodzi mąż z pracy i oznajmia:
-Kochanie poplamiłem koszulę pisakiem, Da się coś z tym zrobić?
Pierwsze co przyszło mi na myśl to ...zmywacz do paznokci.
Kiedyś pisałam,ze fantastycznie spisał się w usuwaniu flamastra z paneli, więc postanowiłam wypróbować i tym razem. Plama wyglądała tak.
Potraktowanie plamy wacikiem nasączonym w zmywaczu oraz później polanie koszuli zmywaczem zlikwidowało ją. Ku uciesze mojej i męża - wszak to jego jedna z ulubionych koszul :)
Uwaga !!!!
Zawsze sprawdzajcie jak zachowują się kolory danej odzieży pod wpływem zmywacza, w jakimś nie widocznym miejscu.
Koszula po operacji wywabiania plam.
Do rzeczy.
Przychodzi mąż z pracy i oznajmia:
-Kochanie poplamiłem koszulę pisakiem, Da się coś z tym zrobić?
Pierwsze co przyszło mi na myśl to ...zmywacz do paznokci.
Kiedyś pisałam,ze fantastycznie spisał się w usuwaniu flamastra z paneli, więc postanowiłam wypróbować i tym razem. Plama wyglądała tak.
Potraktowanie plamy wacikiem nasączonym w zmywaczu oraz później polanie koszuli zmywaczem zlikwidowało ją. Ku uciesze mojej i męża - wszak to jego jedna z ulubionych koszul :)
Uwaga !!!!
Zawsze sprawdzajcie jak zachowują się kolory danej odzieży pod wpływem zmywacza, w jakimś nie widocznym miejscu.
Koszula po operacji wywabiania plam.
Chciałam Wam napisać o drugiej części wycieczki do Dobczyc ale zaginęły mi gdzieś zdjęcia :( mam nadzieję ze nie zostały skasowane.
Miłej niedzieli życzę, dzisiaj wybieramy się nad Rabę - poleniuchować.
sobota, 2 sierpnia 2014
Czwartkowe zbiory i przetwory - czernica
Hej, hej
w czwartek wybrałam się z siostrą swoją rodzoną na czernice, chyba gdzieś w Polsce nazywają to jeszcze ostrężyna czy jakoś tak. Zwał jak zwał, ale do rzeczy, nazbierałyśmy wiadro około 10 litrów. Pomijając to iż nas przelało do suchej nitki to zaliczam zbiory do udanych.
Po powrocie do domku, odrobieniu się z dzieciakami, zabrałam się za przetwarzanie czernic. Wieczorkiem było już znośnie chłodno, otworzyłam okno w kuchni - dzięki moskitierze nie nawlatywało mi żadne dziadostwo tupu ćmy, komary czy muchy a nie daj Boże szerszenie - i produkcja przebiegła całkiem miło i sprawnie.
Proporcje które przyjęłam to około 3,5 litry czernic, około 1,5 litra wody - zagotować, przecedzić przez gazę na durszlaku. Do powstałego soku dodać około 2 kg cukru, zagotować, przelać do słoiczków lub butelek. W moim przypadku były to buteleczki 0,33 ml. Po napełnieniu sokiem buteleczek dodawałam po 2 łyżeczki spirytusu - może być wódka.
Ostateczny wynik to 30 buteleczek 0,33 ml oraz 4 butelki 0,75 ml. Cudnie.
Zapasów na zimę ciągle przybywa.
W trakcie produkcji oraz efekt końcowy.
w czwartek wybrałam się z siostrą swoją rodzoną na czernice, chyba gdzieś w Polsce nazywają to jeszcze ostrężyna czy jakoś tak. Zwał jak zwał, ale do rzeczy, nazbierałyśmy wiadro około 10 litrów. Pomijając to iż nas przelało do suchej nitki to zaliczam zbiory do udanych.
Po powrocie do domku, odrobieniu się z dzieciakami, zabrałam się za przetwarzanie czernic. Wieczorkiem było już znośnie chłodno, otworzyłam okno w kuchni - dzięki moskitierze nie nawlatywało mi żadne dziadostwo tupu ćmy, komary czy muchy a nie daj Boże szerszenie - i produkcja przebiegła całkiem miło i sprawnie.
Proporcje które przyjęłam to około 3,5 litry czernic, około 1,5 litra wody - zagotować, przecedzić przez gazę na durszlaku. Do powstałego soku dodać około 2 kg cukru, zagotować, przelać do słoiczków lub butelek. W moim przypadku były to buteleczki 0,33 ml. Po napełnieniu sokiem buteleczek dodawałam po 2 łyżeczki spirytusu - może być wódka.
Ostateczny wynik to 30 buteleczek 0,33 ml oraz 4 butelki 0,75 ml. Cudnie.
Zapasów na zimę ciągle przybywa.
W trakcie produkcji oraz efekt końcowy.
Planuję jeszcze soki z malin - obowiązkowo choćby ze względów tego, że potrzebny będzie mi w razie tzw. grypy żołądkowej. Co roku zaliczam tego wirusa - masakra. Oraz oczywiście ze względu na dzieci. Następny w kolejce jest jeszcze sok z czarnego bzu, który słynie ze swych właściwości podnoszących odporność.
Pozdrawiam cieplutko.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
